Skąd się biorą bezdomne zwierzęta domowe?
Bezdomne psy to najczęściej skutek naszych nieprzemyślanych decyzji. Skutek bezmyślnego ich rozmnażania, a potem "wciskania" niechcianego miotu komu popadnie.
Porzucanie psa zaczyna sie już w jego wieku szczenięcym. Bo sika, bo gryzie, bo niszczy.
Później zaczynają się błędy wychowawcze, które skutkują tym, że pies nie przychodzi na zawołanie, gryzie domowników, staje się zbyt agresywny lub tchórzliwy.
Przecież nie t a k i e g o psa chcieliśmy mieć! A wogóle czy naprawdę chcieliśmy mieć psa?
Zaczynają się też problemy związane z naszym nieustabilizowanym życiem: zmiana stanu cywilnego, zmiana pracy, miejsca zamieszkania, przyjście naświat dzieci, wyjazd całą rodziną za granicę, czesto też po prostu ..... wyjazd na urlop.
I naraz okazuje się, że tego nie przewidzieliśmy i już nie ma dla psa u nas miejsca
Rzadko, ale też tak czasem bywa, pies może stać się bezdomnym bo ktoś w rodzinie jest uczulony, albo też choroba lub śmierć jego jedynego opiekuna skutkuje bezdomnością niechcianego "spadku".
Bywa też tak, że pies, który stanowi źródło dochodu, jako maszynka do płodzenia potomstwa lub zawodnik czy sparingowiec do walk psów (tak, tak istnieje czarna, nielegalna strefa walk psów), "zużywa" się i trzeba go wymienić na "nowy egzemplarz". Takie psy są brutalnie wyrzucane.
Bezdomne koty to także skutek ich nadmiernego rozmnażania i nieprzemyślanych decyzji ich przygarnięcia. Najczęściej jednak ich bezdomność jest skutkiem nieprzewidzianego przypadku. Kot wymknie się z domu niedopilnowany, ucieknie nam gdy zechcemy się z nim na smyczy przespacerować, lub zwyczajnie w czasie rui wyskoczy oknem.
Drugą główną przyczyną jest choroba lub śmierć jedynego opiekuna. Rodzina radośnie przyjmie spadek po zmarłej cioci lub wujku, lecz koty......
Z kotami łatwo sobie poradzić: otwiera się drzwi .... i fora ze dwora. Przecież jest tyle wolno żyjących kotów więc i te jakoś sobie poradzą! I kto by tam zliczył ile ich na podwórku żyje.
Spotkałam się z takim przypadkiem:
Do weterynarza przychodzi dwóch nastolatków z opasłym kotem o zestrupiałej i poklejonej sierści. Mówią, że babcia dała 20 zł na uśpienie kota, bo boi się, że może się od niego zarazić a na leczenie jej nie stać.
Weterynarz, człek ludzki, pieniędzy nie bierze lecz obiecuje, ze kota zbada i - jeżeli się da - wyleczy go za darmo. Młodzież, trochę zaskoczona, oświadcza, że musi się porozumieć z babacią, więc kota zostawia i znika.
W trakcie badania kota okazuje się, że kot jest całkiem zdrowy tylko wysmarowny czymś lepkim i trudno zmywalnym. Więc po ostrzyżeniu kota szukamy mu nowego domu bo - jak się domyślacie - młodzieńców dokładnie "wcięło".
A tu poniżej zobaczcie stan w jakim "dredzik" znalazł sie u weterynarza i obok w jego nowym domu.

Copyright © Agata Balu
